Tendencja, by poddawać się cesarce na życzenie ma się coraz lepiej. Ministerstwo Zdrowia od kilku lat alarmuje, że prawie połowa porodów odbywa się właśnie w taki sposób – w 2016 r. jedynie 55% dzieci przyszło na świat „naturalnie”. To alarmujące dane – według WHO ta liczba nie powinna przekraczać 10%. Powstał plan, by w ciągu najbliżej dekady procent cesarek obniżyć przynajmniej do bezpiecznych 30.

Cesarka na życzenie - kobietami powoduje strach

Mimo iż – teoretycznie - wiedza w zakresie przebiegu porodu, połogu i opieki nad niemowlęciem jest w zasięgu ręki bardziej niż kiedykolwiek, a przyszli rodzice mają do dyspozycji szkoły rodzenia, pomoc położnych czy douli, okazuje się, że świadomość ciała i mechanizmów nim rządzących wciąż pozostawia wiele do życzenia.

Mocny list pacjentki profesora Dębskiego do hejterów: "jesteście stadem niedoinformowanych ignorantów"


To jedna sprawa, ale przyszłe mamy wybierając cesarkę chcą się także zabezpieczyć przed innymi kwestiami: na oddziałach położniczych walka o znieczulenie zewnątrzoponowe rzadko kiedy kończy się wygraną, karta praw kobiety rodzącej zawierająca takie postulaty jak swobodny dostęp do powieki medycznej, respektowanie praw, czy zapewnienie intymnych warunków w trakcie porodu to często fikcja.

Standardy opieki okołoporodowej


Czego boją się kobiety? Bólu – psychologowie są zgodni, że ogromna liczba kobiet mimo iż odnajduje się w roli matki i czerpie z macierzyństwa radość, wspomina poród traumatycznie. Matki boją się także komplikacji, a strach jak nic innego wpływa negatywnie na proces porodu: hamuje go i może zaburzać. I mimo iż nadzieją były standardy opieki okołoporodowej gwarantujące kobiecie zachowanie podmiotowości m.in. właśnie przez eliminację bólu, o które walczyła Fundacja Rodzić po Ludzku, zanim faktycznie weszły w życie, przestały funkcjonować; gdy w zespole ministra zdrowia znalazł się prof. Bohdan Chazan, podmiotowość kobiety zeszła na drugi plan względem priorytetu ratowania płodu za wszelka cenę i bez względu na okoliczności (np. śmiertelne choroby czy silne deformacje).  

Cesarskie cięcie na życzenie – jak to zmienić

Najwięcej cesarek ma miejsce tam, gdzie poród jest najbardziej zmedykalizowany: gdy podaje się oksytocynę, podpina kobietę na stałe pod KTG monitorujące stan dziecka czy poddaje się ją badaniu wewnętrznemu co kilka minut (choć WHO wskazuje że ze względu na jego bolesność można ograniczyć je do jednego na dwie godziny).
Rozwiązanie wydaje się proste, ale takie nie jest. Przede wszystkim brakuje informacji na temat negatywnych skutków cesarskiego cięcia, wśród których na pierwszych pozycjach znajdują się większe ryzyko zgonu matki, uszkodzenie macicy czy pęknięcie blizny po operacji i możliwych komplikacjach zagrażających dziecku - i to informacji płynących od lekarzy. Ministerstwo zaleca także odejście od cesarek na życzenie. Tylko jak to zrobić, kiedy obie zainteresowane strony, czyli i lekarze i przestraszone wizją traumatycznego porodu naturalnego kobiety czerpią z cesarki na życzenie korzyści?