Pani doktor, statystyki podają, że jesteśmy w europejskiej czołówce, jeśli chodzi o spożycie antybiotyków. Bardzo chętnie podajemy je też dzieciom. Rwać włosy z głowy?

Dr Hanna Orłowska: Faktycznie, niektóre mamy myślą, że antybiotyk to panaceum na wszystko. Na szczęście jednak świadomość społeczna rośnie i coraz więcej rodziców zdaje sobie sprawę, że antybiotyk to miecz na naprawdę ciężkie choroby i że jest obosieczny – wybija nie tylko te „złe” bakterie, ale i te potrzebne do życia.

W jakich sytuacjach powinno się go stosować?

Dr Hanna Orłowska: Tylko w razie infekcji bakteryjnych, nigdy wirusowych. Choć musimy pamiętać, że infekcje wirusowe mogą torować drogę bakteriom. Najpierw pojawia się katar, który może (nie musi) być wstępem do zapalenia uszu czy płuc. Wówczas podanie antybiotyku staje się konieczne.

A jak odróżnić infekcję bakteryjną od wirusowej?

Dr Hanna Orłowska: Ale to nie matka ma rozróżnić, tylko lekarz! (śmiech) Dla matki sygnałem do niepokoju ma być wysoka gorączka, która może towarzyszyć zarówno zakażeniom bakteryjnym, jak i wirusowym. W przypadku tych drugich dochodzi zwykle do 38°C, trwa dwa, trzy dni i spada. W razie infekcji bakteryjnej gorączka raczej sama nie ustępuje i jest na ogół wyższa niż 38,5°C. Rodzice są zaniepokojeni i często szybciej przychodzą do lekarza. Ogólnie można powiedzieć, że jeśli dziecko zaczyna sucho kasłać, pojawia się katar, złe samopoczucie, to można przyjąć, że to początek infekcji wirusowej. Co nie oznacza, że równolegle nie rozwija się bakteryjna… Lepiej więc diagnozę zostawić specjaliście.

Specjalista stwierdza: „infekcja bakteryjna”. I przepisuje antybiotyk…

Zobacz także:

Dr Hanna Orłowska: Rzeczywiście, są lekarze, którzy zbyt często wypisują antybiotyki, zwłaszcza jeśli rodzic nalega. Tymczasem nie wszystkie zakażenia bakteryjne wymagają antybiotykoterapii. Ale to problem nie tylko nasz, w Wielkiej Brytanii antybiotyki stosowane są jeszcze powszechniej.

Czasem lekarz nie wie, że dziecko właśnie je brało. Ile razy w roku można podać dziecku antybiotyk?

Dr Hanna Orłowska: Jak najrzadziej! Dlatego namawiam pacjentów, by mieli jednego lekarza, który będzie wiedział, kiedy dziecko dostało antybiotyk, jak często choruje. Gdy widzę, że malec stale łapie infekcje, szukam przyczyny takiego stanu rzeczy. I dochodzę do tego, że powodem nawracających infekcji jest np. alergia. Trudno ją zdiagnozować u małych dzieci. Ale rodzice czasem rzucą, że synek zawsze wiosną ma katar lub że był uczulony na białko mleka. Jeśli stosowana dieta była nieodpowiednia, możemy mieć do czynienia z marszem alergicznym. Dlatego trzeba pytać i słuchać rodziców.

Kto dziś ma na to czas.

Dr Hanna Orłowska: Właśnie. Lekarze mają coraz mniej czasu na rozmowę z pacjentem. A często od tego zależy właściwe rozpoznanie i leczenie.

Dlaczego właściwie lepiej unikać antybiotyków?

Dr Hanna Orłowska: Bo to są bardzo mocne leki, które powodują wiele efektów ubocznych. Większość ma szerokie spektrum działania i niszczy nie tylko szkodliwe bakterie, ale i te dla nas ważne. Konsekwencją ich przyjmowania mogą być biegunki poantybiotykowe, nietolerancje pokarmowe, wymioty, zakażenia grzybicze, osłabienie organizmu…

W wielu przypadkach mogą uratować życie, o ile właściwie się z nimi obchodzimy. Mówi Pani, że to ostra „broń” i trzeba umieć się z nią obchodzić. Nie każdy umie. Jakie błędy popełniane są najczęściej?

Dr Hanna Orłowska: Największym grzechem jest niesubordynacja: niepodawanie leków tak, jak zalecił lekarz. Zdarza się, że rodzic myśli: objawy ustąpiły – dziecko nie ma gorączki, nie kaszle – to jest zdrowe, nie ma co go szpikować lekami. I… odstawia antybiotyk. To najgorszy błąd, jaki może popełnić wobec zdrowia dziecka!

Czemu to jest takie niebezpieczne?

Dr Hanna Orłowska: Skracanie antybiotykoterapii niezgodnie z zaleceniami prowadzi do wzrostu odporności bakterii na lek. To znaczy, że następnym razem on może już nie zadziałać i dziecko będzie zupełnie bezbronne. A przecież nie choruje ostatni raz!

A jak to się dzieje, że bakterie stają się oporne?

Dr Hanna Orłowska: Są po prostu bardziej inteligentne, niż myślimy. One przekazują sobie informacje o zagrożeniu i te nie do końca wybite rozwijają się, ale mocniejsze, z dodatkowym enzymem, który rozkłada dany antybiotyk. I on już na nie nie zadziała.

Czyli może się okazać, że na kolejne infekcje nie będzie ratunku, tak?

Dr Hanna Orłowska: Tak. To jest zmora wszystkich mikrobiologów w Polsce i na świecie, ostrzegających lekarzy, że za chwilę nie będą mieli czym leczyć! Narasta nam antybiotykooporność. Już teraz zdarza się, że nie mamy niczego skutecznego, a bakterie się mnożą. I to jest tragedia.

Miała Pani taką sytuację, że żaden antybiotyk nie zadziałał na małego pacjenta?

Dr Hanna Orłowska: Moi koledzy z Oddziału Intensywnej Terapii mieli. Bakterie bywają bardzo zjadliwe, coraz częściej są sprytniejsze od nas. A naukowcom trudno wynaleźć nowe grupy leków, bo wszystkie sposoby zabijania bakterii zostały wykorzystane.

Dla rodzica to musi być dramat, gdy przez jego niesubordynację na dziecko nie działają żadne leki.

Dr Hanna Orłowska: Ale to nie tylko wina rodzica. Jeżeli nie był uprzedzony przez lekarza, to skąd miał wiedzieć, jak ważne jest podawanie leku do końca kuracji? To doktor musi mówić o tym w chwili, kiedy antybiotyk zaleca, tyle że nie każdy to robi. To wynika z pośpiechu – wizyta u lekarza trwa dziś 10–15 minut.

Jakie inne błędy popełniamy, podając antybiotyki?

Dr Hanna Orłowska: Często niewykorzystane leki odkładamy do szafki z lekami. I jedna mama przyznała mi się ostatnio, że gdy dziecko znowu zachorowało, sama zaordynowała mu lek, zadowolona, że nie musi iść do lekarza, bo „sprawdzony” specyfik ma pod ręką. Tylko że on już w ogóle mógł nie działać. Ale jeśli nawet był „aktywny”, to wcale nie musiał zadziałać akurat na te bakterie, no i nie zawsze wystarcza go na pełną kurację, która zwykle powinna trwać 5, 7 dni.

A czy dużym grzechem jest nieprzestrzeganie godzin podawania leku?

Dr Hanna Orłowska: Ogromnym! Rodzice – też, niestety, z winy lekarzy – nie wiedzą, w jakich odstępach mają go podawać. A to jest bardzo ważne, bo zadaniem antybiotyku jest hamowanie rozwoju bakterii. Takie działanie ma on przez ściśle określony czas: 8 godzin, 12, niektóre przez dobę, zależy od leku. Zdarza się, że mama ma podać antybiotyk dziecku dwa razy na dobę, i podaje: rano i po południu, gdy ono wróci z przedszkola, bo tak jej wygodnie. Błąd! Bo jeśli spada stężenie leku we krwi, to on przestaje działać, a wtedy bakterie zaczynają się na niego uodparniać.

I jest tak, jakby się go odstawiło na dobre?

Dr Hanna Orłowska: Nawet gorzej. Bo lek przecież serwujemy nadal, a ma wiele efektów ubocznych. Czyli już nie pomaga, za to dalej szkodzi.

A kiedy najlepiej go podawać: po jedzeniu, przed?

Dr Hanna Orłowska: Nie ma reguł. Są takie preparaty, które lepiej przed, inne po posiłku. Tego też pacjent powinien dowiedzieć się od lekarza lub z ulotki. Nieprzestrzeganie pory przyjmowania ma znaczenie: jeśli wbrew zaleceniom lek zostanie podany z posiłkiem, to trochę czasu zajmie mu przebicie się przez pełen żołądek, więc nie osiągnie odpowiednio wysokiego stężenia we krwi. A o to nam przecież chodzi: by stężenie było tak wysokie, żeby mogło zabić bakterie.

Sporo mówi się o konieczności łykania probiotyków, jeśli przechodzi się kurację antybiotykową. Jak lepiej je podawać: równolegle czy na zakończenie kuracji, żeby antybiotyk – w końcu niszczyciel bakterii – ich także nie wybił?

Dr Hanna Orłowska: Są takie antybiotyki, które nie potrzebują suplementacji probiotykami, bo nie niszczą flory bakteryjnej jelit (to te podawane przy infekcji gardła). Ale przy pozostałych warto pamiętać o probiotykach. Niektóre można podawać jednocześnie z antybiotykami, bo zawierają drożdże probiotyczne i są na niszczycielską siłę leku odporne. Zresztą o wyborze probiotyku też powinien decydować lekarz, który odpowiada za proces leczenia, bo probiotyk powinien być dobrany do antybiotyku. Mówienie pacjentowi: niech pan kupi jakiś w aptece, to nieporozumienie, bo dostanie prawdopodobnie ten, którego farmaceuta ma nadmiar.

I kiedy je podawać?

Dr Hanna Orłowska: Najbezpieczniej – godzinę po antybiotyku, kiedy ten już krąży we krwi.

A może lepiej jeść jogurt, niż łykać tabletki?

Dr Hanna Orłowska: Zakwaszone mleko wcale nie oznacza probiotyku. Nie wiadomo, co jest w tych pudełeczkach… A probiotyk to probiotyk, jeśli jest lekiem, suplementem diety, to przeszedł weryfikację, która dokumentuje jego skuteczność.

Jak długo go brać?

Dr Hanna Orłowska: Tydzień, 10 dni. Warto nim wspomóc organizm po chorobie, aby wrócił do sił. W czasie rekonwalescencji dobrze też podawać dziecku witaminy.

Przy czym lepiej pamiętać, by nie podawać ich w trakcie choroby…

Dr Hanna Orłowska: Tak, bo wtedy sił nabierałyby drobnoustroje chorobotwórcze, a nie dziecko.

Pani doktor, a czy dobrym pomysłem jest wysyłanie malucha do przedszkola, kiedy już nie kaszle, ale wciąż jeszcze przyjmuje antybiotyk?

Dr Hanna Orłowska: Jeśli przyjmuje go kilka dni, to nie ma ryzyka, że zainfekuje dzieci w grupie. Jest za to inny problem: gdy dziecko jest osłabione, samo może łatwo się zarazić, np. rotawirusem, i nabawić biegunki. A wtedy dalsza terapia doustna może stać się niemożliwa – antybiotyk normalną drogą się nie wchłonie. Żeby dokończyć leczenie, trzeba będzie słać malca do szpitala, by dostał lek dożylnie lub domięśniowo.

Okres przedszkolny to trudny czas dla rodziców: często odbierają z zajęć pociechę wraz z infekcją – to cena zabaw w grupie. Czy można coś zrobić, żeby dziecko tak często nie podupadało na zdrowiu?

Dr Hanna Orłowska: Uważa się, że mały człowiek może chorować 8 razy w roku, a jeśli dopiero co poszedł do przedszkola – nawet 12 (kiedyś 10, czyli problem się nasila). To sprawa odporności. Ona z czasem wzrasta, dojrzewa około dwunastego roku życia.

Można coś zrobić, żeby ją wspomóc wcześniej?

Dr Hanna Orłowska: Można, odpowiednim trybem życia. Trzeba dobrze odżywiać dziecko – zdrowym, świeżym, nieprzetworzonym jedzeniem, warto podawać mu warzywa, owoce, ryby, pieczywo pełnoziarniste. Należy zapewnić mu ruch na powietrzu i długi sen, a dzieci różnie chodzą spać – czasem rodzice opowiadają, że idą do łóżek o pierwszej w nocy! Naprawdę się dziwię. Ale te rady każdy z nas zna, tylko może nie mamy czasu o nich pomyśleć?

A są jakieś pomoce farmakologiczne?

Dr Hanna Orłowska: Są – szczepionki, te obowiązkowe i zalecane. Jeśli dziecko ciągle choruje, warto o nie zapytać swego pediatrę

Nasz ekspert:
HANNA ORŁOWSKA Dr n. med., specjalista chorób dziecięcych i pulmonologii, konsultant pediatrii w Centrum Medycznym ENEL-MED w Warszawie. Pasjonuje się medycyną, zwłaszcza przypadkami trudnymi do diagnozy.